Search

  /  blog   /  Ważne jest, aby powiedzieć: OK, mogę być jedynym, który to zauważa

Ważne jest, aby powiedzieć: OK, mogę być jedynym, który to zauważa

Ważne jest, aby powiedzieć: OK, mogę być jedynym, który to zauważa

Oznacza to więcej szkoleń dla lekarzy na temat leczenia pacjentów z tendencjami samobójczymi, więcej środków na badania nad przyczynami samobójstw i środków zapobiegawczych oraz więcej edukacji dla społeczeństwa na temat wspierania bliskich, którzy walczą.

Moutier mówi, że nie jest jasne, dlaczego wskaźnik samobójstw zmienił się tak bardzo, ale istnieje wiele mniejszych wyjaśnień, które składają się na większy obraz: gospodarka, surowe oczekiwania kulturowe, zepsuty system opieki zdrowotnej i to, co Moutier nazwał amerykańskim kultura stoicyzmu, która może popychać ludzi do samotnego cierpienia. „Naprawdę za bardzo celebrujemy samowystarczalność w tej kulturze” – powiedział Moutier.

Ponieważ Amerykanów od dawna zachęca się do ukrywania swoich zmagań o zdrowie psychiczne, wielu ludziom brakuje podstawowych umiejętności oferowania komuś wsparcia. „Jeśli widzisz, że ktoś dławi się lub w jakiś sposób walczy fizycznie, prawdopodobnie chcesz mu pomóc” – powiedział Moultier. Zwróciła jednak uwagę, że ludzie często wahają się przed zrobieniem tego samego, gdy ukochana osoba zmaga się z chorobą psychiczną lub myślami samobójczymi, czasami z prostego pragnienia, aby nie wprawiać w zakłopotanie zadawaniem osobistych pytań.

„Ważne jest, aby powiedzieć, w porządku, mogę być jedyną osobą, która to zauważa. Więc nie ignoruj ​​tego ani nie odpisuj na stres dnia, ani nie zakładaj, że ktoś inny to zauważy” – powiedział Moultier. Nawet wśród osób udzielających pierwszej pomocy i lekarzy, szkolenie na temat tego, jak pomagać ludziom, którzy mają skłonności samobójcze, może być kiepskie, a poprawa tych reakcji jest głównym problemem wśród rzeczników zdrowia publicznego.

W międzyczasie Moutier zaleca regularne odwiedzanie przyjaciół i rodziny, którzy przeżywają trudności, i wypytywanie ich o to, co czują. „Jeśli się nad tym zastanowić, to jest to, czego wszyscy chcemy – być słyszanym i widzianym” – powiedziała. „Aby przeprowadzić taką rozmowę, trzeba dużo opierać się impulsowi, by wskoczyć w szybką poprawkę lub spróbować porozmawiać z nimi o tym, czego doświadczają”.

Jej zalecenie może wydawać się proste, ale istnieją znaczące dowody na to, że pomaga osobom zagrożonym samobójstwem. W systemie opieki zdrowotnej o wysokich kosztach i niedostatku wyszkolonych świadczeniodawców opieki psychiatrycznej rozmowa z przyjacielem może wiele zmienić.

Być może sekretem oszczędzania pieniędzy w amerykańskim systemie opieki zdrowotnej jest dostarczanie pacjentom większej ilości informacji.

Przynajmniej taka jest nadzieja w niektórych zakątkach świata polityki zdrowotnej. Uzbrojeni w większą wiedzę na temat odżywiania, myśli się, że Amerykanie mogą wybierać brokuły zamiast burrito. W przypadku operacji wszyscy, od rządu po ubezpieczycieli, udostępniają narzędzia do porównywania kosztów, aby pacjenci mogli przeglądać procedury tak, jak używaliby samochodów – mimo że niektóre badania sugerują, że te narzędzia w rzeczywistości nie oszczędzają pieniędzy.

Nowy dokument roboczy kwestionuje pogląd, że lepiej poinformowani pacjenci podejmują lepsze decyzje. Okazało się, że szczególnie dobrze poinformowana grupa pacjentów — lekarze — również nie zawsze dokonuje najlepszych wyborów, gdy są pacjentami.

W przypadku badania, które ukazało się w tym tygodniu w National Bureau of Economic Research i nadal jest recenzowane, trzech ekonomistów – Michael Frakes z Duke, Anupam Jena z Harvardu i Jonathan Gruber z MIT – wykorzystało system opieki zdrowotnej wojska do porównania codziennych pacjentów z pacjentami, którzy sami są lekarzami. (System wojskowy jest jedną z niewielu baz danych, które ujawniają zawód pacjenta, powiedział mi Frakes.)

Autorzy badania przyjrzeli się kilku rodzajom terapii, w których ludzie decydują się na zbyt dużą opiekę medyczną, wbrew dowodom naukowym – choć czasami pod kierunkiem lekarza. Zbadali również sytuacje, w których ludzie nie otrzymują wystarczającej opieki medycznej, nawet jeśli wymagają tego warunki zdrowotne.

Po pierwsze, wzięli pod uwagę wskaźniki cesarskiego cięcia, które zaleca Światowa Organizacja Zdrowia, aby były wykonywane w około połowie tempa, jakie są obecnie wykonywane w Ameryce Północnej. Wśród ciężarnych lekarek cesarskie cięcie miało 29 procent, w porównaniu z 31 procentami innych ciężarnych kobiet. Ale lekarze w ciąży nadal nie spełniali wytycznych WHO, które sugerują, że tylko 10 do 15 procent kobiet powinno mieć cesarskie cięcie. Innymi słowy, w przypadku cesarskiego cięcia lekarze wydawali się podejmować bardziej naukowo zatwierdzone decyzje medyczne, ale niewiele.

Jeśli chodzi o inne pomiary, którym przyjrzeli się autorzy badania, pacjenci, którzy byli lekarzami, nie różnili się od zwykłych pacjentów. Autorzy badania zbadali prawdopodobieństwo, że pacjenci otrzymają niepotrzebne badania przesiewowe, takie jak prześwietlenie klatki piersiowej, przed operacjami niskiego ryzyka, takimi jak usunięcie zaćmy. „Społeczność medyczna twierdzi, że te operacje są obarczone niskim ryzykiem, a najlepsze dowody medyczne sugerują, że jest to po prostu niepotrzebne wydawanie pieniędzy na te testy” – powiedział mi Frakes. Mimo to 35 procent zarówno lekarzy, jak i laików przeszło testy.

Autorzy badania przyjrzeli się również terapiom, które pacjenci powinni otrzymywać częściej niż obecnie. Wśród osób z cukrzycą zarówno lekarze, jak i zwykli pacjenci nie przechodzili zalecanych przez lekarzy testów i egzaminów w mniej więcej takim samym tempie. Leki zwane statynami są zalecane dla osób z chorobami serca, ale przyjmowało je tylko 75 procent zarówno lekarzy, jak i zwykłych pacjentów. Wreszcie grupa lekarzy nie była bardziej skłonna do realizowania recept na wysokie ciśnienie krwi lub wysoki poziom cholesterolu.

W sumie lekarze tylko nieznacznie bardziej niż pozostali pacjenci przestrzegali zaleceń lekarskich dotyczących własnej opieki zdrowotnej. „[Ci pacjenci] odbyli staże, rezydencje, stypendia. Są super poinformowani” – powiedział Frakes. „A nawet wtedy nie radzą sobie dużo lepiej”.

Dlaczego lekarze nie stosują się do własnych porad medycznych? Badanie nie zostało przygotowane, aby odpowiedzieć na to pytanie, ale kilka rzeczy może mieć znaczenie. Jeśli chodzi o nieprzyjmowanie leków lub wykonywanie niezbędnych badań, lekarze mogą być zbyt zajęci, aby zachować kontrolę nad swoim zdrowiem, podobnie jak wielu ich pacjentów. Lub, gdy test jest teoretycznie możliwy do pominięcia, ale lekarze i tak zdecydują się na to, mogą przedkładać własne obawy o zdrowie nad potencjalne oszczędności dla systemu opieki zdrowotnej, jak prawdopodobnie wielu innych pacjentów.

Frakes wysunął inną interesującą teorię, dlaczego niektórzy lekarze byli niepotrzebnie leczeni: pacjenci mają tendencję do okazywania bardzo szacunku swoim lekarzom, nawet jeśli sami są lekarzami. Jest coś w tym, że ktoś w białym fartuchu mówi, co ma robić, co sprawia, że ​​chcesz podążać za wskazówkami, nawet jeśli wiesz, że wskazówki nie są zgodne z najnowszymi dowodami naukowymi. Na przykład jedno z ostatnich badań wykazało, że skierowania od lekarzy były znacznie silniejszym wyznacznikiem tego, gdzie pacjent otrzymał MRI, niż ile kosztował dostawca MRI. Ludzie chętnie przechodzili przez tańsze lokalizacje na rzecz tej, którą wybrał ich lekarz.

Odkrycia te, jeśli zostaną wzmocnione dalszymi badaniami, osłabią ideę, że Stany Zjednoczone mogą rozwiązać problem niewydolności swojego systemu opieki zdrowotnej, po prostu dając pacjentom więcej informacji. Na przykład koncepcja planów zdrowotnych z wysokimi odliczeniami – w których pacjenci płacą wyższe koszty przed uruchomieniem ubezpieczenia – polega na tym, że pacjenci będą badać ceny różnych procedur i unikać niepotrzebnej opieki. Ale w tym badaniu nawet najlepiej poinformowani pacjenci nie zawsze to robili.

To prawda, że ​​narzędzia internetowe, takie jak Amazon, uczyniły z nas wszystkich porównywarek. Ale uzyskanie opieki medycznej nie jest jak kupowanie tostera. To osobiste i często przerażające. Możesz zignorować pewne rady lub intelektualnie wiedzieć, że test lub procedura są niepotrzebne. Ale kiedy na linii jest twoje własne ciało, wytyczne medyczne mogą nie znaczyć wiele.

W typowych budynkach pomieszczenia dla osób niedowidzących lub niedosłyszących są zwykle małe i rozproszone: pismo Braille’a na znakach i obok przycisków windy; migające światła na alarmach przeciwpożarowych; poręcze przylegające do schodów lub ramp. Od czasu, gdy ustawa Americans With Disabilities Act (ADA) ustanowiła wymagania projektowe w 1990 roku, te drobne poprawki stały się powszechne, wyznacznikiem wysiłków na rzecz uniwersalizacji przestrzeni, które nie zostały zbudowane jako uniwersalne.

Ale te dostosowania są refleksją, częściowymi działaniami. Budynki wciąż są pełne przeszkód i niedogodności dla osób, które nie poruszają się wzrokiem i dźwiękiem. Drzwi i korytarze są zbyt wąskie, a pomieszczenia zbyt ciemne, aby osoby niedosłyszące mogły łatwo i nieprzerwanie angażować się w rozmowy wizualne. Pokoje są zbyt nieprzewidywalnie rozplanowane, a klatki schodowe zbyt słabo oznakowane, aby osoby niedowidzące mogły się nimi swobodnie poruszać.

„Przepisy dotyczące dostępności często, czego doświadczyłem w zawodzie architekta, zanim straciłem wzrok, były prawie [postrzegane jako] szczyt tego, co robić” – powiedział architekt Chris Downey podczas rozmowy na Aspen Ideas Festival, który jest -prowadzony przez Aspen Institute i The Atlantic. Ale po tym, jak Downey stracił wzrok w 2008 roku, zdał sobie sprawę, że społeczność osób niepełnosprawnych ma zupełnie inny pogląd na wymagania ADA: „Byli dobrym miejscem na rozpoczęcie”. Teraz on i wielu innych architektów i projektantów pracuje nad budowaniem przestrzeni, które nie tylko pomieszczą osoby z wadami wzroku i słuchu, ale będą je skupiać.

Downey pełni funkcję prezesa zarządu LightHouse dla niewidomych i niedowidzących, pomagając projektować budynki, które umożliwiają ludziom poruszanie się bez wzroku. Ma nadzieję, powiedział, że stworzy „heroicznie normalne” budynki – budynki, które „działają na wszystkich poziomach dla każdego”, ale zaspokoją bardzo konkretnie „to ślepe doświadczenie”. Oznacza to wprowadzenie takich elementów, jak paski ostrzegawcze na schodach lub spójne, logiczne plany pięter, zmiany, które pozostają niezauważone przez osoby widzące, ale ułatwiają odnalezienie drogi osobom o słabym lub nieobecnym wzroku.

Przeczytaj: Infrastruktura radości

Wielu architektów odrzuca te dodatki, powiedział Downey, ponieważ uważają, że nie są atrakcyjne wizualnie lub ponieważ nie przychodzą im do głowy dodatkowe kroki w celu zapewnienia dostępności. Sam Downey nie zaczął wykraczać poza wizualny poziom projektowania, dopóki jego nagła ślepota nie wprowadziła go w szerszy zakres doznań zmysłowych. „Z wzrokiem zaprojektowałem tak, aby widzieć i nie wyszedłem poza to” – powiedział. „Tak naprawdę nie myślałem wystarczająco dużo, by zaangażować wszystkie zmysły, co jest tak naprawdę istotne w architekturze: to całe ludzkie doświadczenie ciała w przestrzeni”.

Teraz Downey przekonuje, że doświadczenie multisensoryczne, które odkrył po utracie wzroku, powinno stać się nową normą w projektowaniu. „Chcę wam dzisiaj zaproponować, aby niewidomi byli traktowani jako prototypowi mieszkańcy miast, gdy wyobrażają sobie nowe i wspaniałe miasta, a nie ludzie, o których myśli się po odlaniu formy” – powiedział Downey w przemówieniu TED w 2013 roku. – W takim razie jest już za późno. Powiedział wtedy, że centrowanie niewidomych prowadziłoby do „przewidywalnych i hojnych” chodników, przestrzeni, które równoważą potrzeby ludzi i samochodów oraz „solidnych, dostępnych, dobrze skomunikowanych” systemów transportu masowego. „W rzeczywistości byłoby to bardziej integracyjne, bardziej sprawiedliwe i bardziej sprawiedliwe miasto dla wszystkich” – powiedział.

Do podobnego wniosku doszedł Hansel Bauman, który pracuje jako architekt kampusu na Uniwersytecie Gallaudet, szkole dla osób niesłyszących i niedosłyszących. „Jako osoba słysząca przyjście na ten świat było na początku bardzo zaskakujące” – powiedział wczoraj. Społeczność Gallaudet była pierwszymi klientami, których Bauman spotkał w ciągu 20 lat swojej pracy jako architekt, który podszedł do architektury z emocjonalnej perspektywy. „Zaczynają od codziennego doświadczenia tego, jak się czują w przestrzeni” – powiedział.

Bauman współpracuje ze studentami, pracownikami i innymi architektami, aby na nowo wyobrazić kampus Gallaudet wokół tych doświadczeń. Niedawno zbudowali nowy budynek, aby lepiej umożliwić rozmowę wizualną, z szerokimi drzwiami i korytarzami, dobrze oświetlonymi pokojami, ławkami w kształcie podkowy i warstwową podłogą, która pozwala na wspólną rozmowę.

„Naprawdę jesteśmy zainteresowani… budynkiem, w którym ma być, a nie patrzeć” – powiedział Bauman. Może się to wydawać sprzeczne z typowym przywiązaniem architektury do atrakcyjności wizualnej, ale według Baumana architekci błędnie wyobrażali sobie estetykę. „Estetyka to doświadczenie. To sposób na bycie na świecie” – powiedział. „A my jako architekci zbyt często uczymy, że tak wygląda budynek lub obiekt”.

Bauman powiedział, że dzięki swojej pracy z osobami niedosłyszącymi nauczył się uprawiać bardziej „organiczną” architekturę. W rozmowie z TEDx w 2015 r. opisał, jak w swojej wczesnej karierze został przeszkolony w „nowoczesnym paradygmacie”, który „zawsze myśli o budynku najpierw jako o budowaniu czegoś pięknego”, zamiast zajmować się znajdującymi się w nim ludźmi. Ale rozmawiając z osobami z wadami słuchu, powiedział, zapoznał się z „różnymi podejściami, jakie możemy zastosować do architektury, które zaczynają się wewnętrznie i fizycznie od ciała, a następnie stają się bardziej empatycznym projektem”.

Koncepcja rozpoczynania od ludzkiego doświadczenia, a nie piękna, twierdził Bauman, ma zastosowanie poza społecznościami osób niedosłyszących i niedowidzących. Jest to filozofia projektowania, którą można zastosować do rozwiązywania problemów związanych ze zrównoważonym rozwojem w miarę pogarszania się zmian klimatycznych, starzejącej się populacji i postępującej urbanizacji. Można go również wykorzystać do poprawy przestrzeni dla osób sprawnych fizycznie, podkreślając na nowo ich komfort i sposoby, w jakie chcą wykorzystać przestrzeń. Skupiając się na prawdziwych ludziach, architekci mają nadzieję stworzyć budynki, które nie tylko na podstawowym poziomie przystosują się do wszystkich, ale będą naprawdę uniwersalne.

Czy wiesz, czy jajka są dla Ciebie dobre? A co z kawą, https://produktopinie.top/ czerwonym winem lub czekoladą? Większość ludzi prawdopodobnie ma impuls „tak lub nie” w odniesieniu do każdej z tych rzeczy, dzięki ilości informacji w mediach poświęconych badaniom dotyczącym korzyści zdrowotnych lub szkód dla poszczególnych produktów spożywczych. I bez względu na to, co mówisz, prawdopodobnie masz rację, przynajmniej według niektórych z tej nauki – ustalenia często odwracają się lub zaprzeczają sobie nawzajem z czasem, nawet jeśli wszystkie sprzeczne badania są uzasadnione metodologicznie.

„Badania żywieniowe są niezwykle trudne do przeprowadzenia i bardzo trudno jest dowiedzieć się, co ludzie faktycznie jedzą, nawet jeśli starasz się jak najlepiej” – powiedziała dziennikarka Christie Aschwanden, przemawiając na panelu na Aspen Ideas Festival, współprowadzonym przez Aspen Institute i The Atlantic. „Gdybym miał zapytać, ile razy jadłeś pomidory w zeszłym roku i jaką wielkość porcji zjadłeś, bardzo trudno byłoby odpowiedzieć na to pytanie”.

Kiedy badania próbują ustalić dietę, a nawet same dostarczać pożywienie, badanie żywienia może nadal być niepokojąco niedokładne z bardzo powiązanego powodu: uczestnicy badania nie są lepsi w trzymaniu się diety niż ktokolwiek inny. „Nawet jeśli chcesz wziąć dużą grupę ludzi i podzielić ich na dwie, często kończy się na tym, że te dwie grupy są w rzeczywistości znacznie bardziej podobne, niż miały być, ponieważ masz problemy z przyleganiem” – powiedział Aschwanden.

Moderator panelu, Corby Kummer, zauważył, że uczestnicy często fałszują wyniki, mając dobre intencje. „Naprawdę trudno jest pomyśleć o tym, co faktycznie jadłeś z jakąkolwiek dokładnością” – powiedział Kummer, dyrektor wykonawczy programu Food and Society w Aspen Institute i starszy redaktor w The Atlantic.